Odcinek 25

27 11 2009

Lucia, ujrzawszy zbliżającą się Stasię, uczuła w swej naiwności ulgę. “Co wśród swoich, to wśród swoich” pomyślała, spoglądając z ukosa na Idziego, który wyciągnął swe państwowe zęby ze szczęki i pomiędzy szczelinami umieścił malutką pluskwę. Następnie zdecydował, że proteza powinna wrócić na swoje miejsce i wsadził ją z klekotem w otwór gębowy.

- Witaj, Luciu! – krzyknęła radośnie Stasia, podchodząc do swej przyjaciółki i obejmując ją.

Starsza kobieta wzdrygnęła się, gdy Stanisławy oddech połaskotał jej szyję, był bowiem strasznie piekący – niby rozżarzony węgiel. I jej oczy! Te oczy! Takie mydlane, zamglone, “korytarz” źrenicy nie czarny, lecz siwawy, wszystko to sprawiało, że Lucię ogarniać zaczęły złe myśli.

- Boisz się, owieczko, prawda? – Eugeniusz schodził z kupy śmieci i deptał starą oponę od Stara 200.

- Niiitaaa… – z ust Luci popłynął skrzek.

- Cóż to za słowo, droga kumo? – Stasia odsunęła się od swej rówieśniczki na odległość dwu kroków i przechyliła ze zdziwieniem głowę.

- Niiiwiii… – “porwana” wytrzeszczyła oczy, bo wiedziała, co che powiedzieć, a nie mogła.

- Eugeniuszu, co się robi z ludźmi, którzy zdają się być furiatami? – Stanisława odwróciła się w stronę władcy śmieci, który właśnie zszedł z piedestału blaszanych, dziurawych miednic.

Maryśka przytuptała bliżej miejsca akcji, co by lepiej słyszeć rozmowę. Jej hulajnoga obijała się o puszki po Lipton Tea, ale w tym momencie śmieci stanowiły najlepszy kamuflaż dla jej szpiegostwa.

- To oczywiste, udają się do podziemi – Eugeniusz wypowiadając te słowa, uniósł palec zachwytu, a palec ten miał kształt sierpowaty.

- Dooopooo… – ostatnie “o” Lucia zaintonowała z przerażenia w górę.

- Ale Eugeniuszu, zapominasz o naszej misji. Potrzebujemy kogoś, kto zdetronizuje Ojca Dyrektora! Ona – tu Stanisława kiwnęła trójkątnym podbródkiem w stronę przyjaciółki – ona by to zrobiła.

- Ona jest za głupia, nie podoła temu zadaniu! Ona pójdzie do podziemi, bo jest wariatką – zdecydował ostatecznie Eugeniusz i pstryknął kościstymi palcami w powietrzu.

Wszystkim obecnym ukazała się czerwona karoca zaprzężona przez śmieciowe konie. Ich głowy wyglądały jak dziurawe sagany, tułowia złożone były z maski poloneza, a nogami stały się  słupki od betonowych płotów. Zamiast ogonów konie te miały łachmany wetknięte w blaszane zady. Rżały elektronicznie. Ale sama karoca prezentowała się elegancko. Przez szyby widoczne były dwie okazałe latarnie, oświetlające bordowe, pluszowe siedzenia. Drzwi się otworzyły i  Lucia z Eugeniuszem wsiedli do powozu. Stasia bez pożegnania ulotniła się, zdawać by się mogło, z prędkością światła, i choć dziw wielki ogarnął Maryśkę i jej hulajnogę, to bez namysłu podbiegła do czerwonej karety i usiadła na tylnym metalowym “zderzaku”. Tak, zrobiła to bez namysłu, bo tę intrygę obserwował z pozycji wzgórza śmieci kosmetycznych chichoczący złowieszczo  Idzi…


Działania

Informacja

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.