Lodzia wykonywała przy tym taniec dzikiej żądzy. Dla zwiększenia erotyzmu Józek polewał ją wodą z wiadra, bo Chylina w końcu też mokra była. Zniesmaczony wydawał się być tylko Ojciec Dyrektor, patrzący kątem oka na Lodziową bluzkę, która coraz mocniej przylegała do wątłego ciała dziewczyny. Podobnie czynił Joseph. Nie bez powodu przez 2 miesiące pożycia damsko-męskiego pisał listy do św. Mikołaja:
Mikołaiu świentej pamienci?
Bym hćał widźeć lodźe w mokrej potkoszólce kjedyś………. Prosze………
Z wyrazem głembokjego rzalu
Josef
Lucia też skorzystała z obecności brodacza w czerwonej pelerynie i poprosiła jęcząc z bólu (kajdanki coraz mocniej uciskały nadgarstki, a w rurze zrobiła się dziura, przez którą upływała poranna kąpiel i wypróżnienia EuGeniusza) o obcęgi. Mikołaj zdziwił się, ale wygrzebał je ze swego wora i rzucił w kierunku przykutej kobiety, trafiając ją w lewy policzek, który momentalnie odpadł i przypominał teraz krwisty tatar. Idzi zareagował na ten fakt alergicznie. W geście niepohamowanego altruizmu oderwał swój policzek, podszedł do próbującej się uwolnić Luci, która wyła z kolejnego bólu, i podarował jej kawałek swojej twarzy. Sam zaś osunął się na ziemię. I już z niej nie powstał.
Stanisława wybuchnęła ogromnym płaczem:
- Ty przeszczepie pieprzony, EuGeniuszu! Tyleś mi naobiecywał draniu! Idzi miał żyć, ty paszczęko śmierdząca! Umowa była inna, śmieciowy glucie!
- Zamknij ust korale, parszywa ooo… – EuGeniusz nie zdołał dokończyć, bo został uderzony w potylicę obcęgami przez zakradającą się od tyłu Lucię. Z nowym policzkiem odzyskała swą rześkość.
- Och, Luciu! – Stanisława chciała rzucić się ze szczęścia na przyjaciółkę.
- Nie dotykaj mnie! – warknęła Lucia, wystawiając przed siebie obcęgi.
- To może ja… pójdę… dzieci czekają na pre…
- Stój, czerwony kartoflu! – wydarła się diabelsko Lucia.
-Luciu, opanuj się! – Maryśka postanowiła zabrać głos w tej sprawie i uniosła dłonie w górę powtarzając “Olaboga!”
- Posłuchajcie mnie, wapniaki! Widzę, że obce jest wam pojęcie konserwatyzmu i nacjonalizmu! Tylko te dwa nurty, uzupełniające się doskonale, pozwalają osiągnąć stan zbliżony do nirwany! - prawiła Lucia.
- Zgadzam się, zgadzam! – krzyknął Ojciec dyrektor, odrywając wzrok od obściskujących się w kącie Josepha i mokrej Lodzi.
- CICHO! Jeśli więc ktokolwiek podniesie w spisku rękę na Ojca Dyrektora, na mnie podniesie! Wypełniam najczystszą zasadę talionu! A poza tym wyrzekam się postępu! – dokończyła swą przemowę.
Lucia niespodziewanie zza pazuchy wyciągnęła paralizator i “bzytnęła” nim w Stanisławę, Maryśkę, św. Mikołaja. Rażeni, upadli z łoskotem na ziemię. Agresorowi dobry kwadrans zajęło przeciąganie sparaliżowanych do Celi Zgniłych Ciał. Lucia doskonale rozpracowała plan podziemi, kiedy EuGeniusz prowadził ją przez ich czeluście, by przykuć kobietę do rury.
Teraz wystarczyło czekać aż paraliż zejdzie z ciała, ale nie z żołądka…
Lucia w całym swym sprycie zapomniała o młodych, postępowych, o młodych, progresywnych. A Lodzia pokonywała już sarnim krokiem hałdy śmieci. Goniła bowiem Josepha. Jego marzenie o mokrej podkoszulce spełniło się, więc już nic więcej od Lodzi nie chciał. Co innego ona…
- C H C Ę, B Y Ś M N I E M I A Ł, CHCĘ, BYŚ MNIE MIAŁ – śpiewała, biegnąc, patrząc na oddalające się plecy Józka i płacząc.